15 lut 2007

Aparatencjon ;-)

Pobudka jak zwykle. Stwierdziliśmy, że nie ma co czekać w domu, skoro Tam czeka na nas jedzenie. W efekcie oczywiście przyjechaliśmy i okazało się, że jedzenia jeszcze nie ma. Na szczęście długo czekać nie trzeba było, pokazałem Felipe gdzie pracuję, poszliśmy sobie na kawkę, pogadaliśmy momencik i udaliśmy się na śniadanie.

O tej porze w Firmie jest strasznie pusto. Godzina 8:30, Amerykanie zwykle o tej porze chyba wstają, bo zauważyłem w regulaminie ośrodka, że do tego czasu obowiązuje u nich cisza nocna. No cóż, co kraj to obyczaj. W końcu podobno od spania się rośnie. Co by tłumaczyło rozmiary przeciętnych Amerykanów... ;-)

Przed południem mieliśmy kolejne szkolenia. W sumie nic specjalnego. Tym razem powiem szczerze, że mi się nie podobało, gość starał się być zabawny, ale jakoś mu nie wychodziło. Miło mieć poczucie, że nie tylko ja puszczam suchary w towarzystwie ;-)
Potem szybki lunch i kolejne szkolenie, tym razem już przy komputerach. Właściwie to było to dokończenie ćwiczeń, które nam zadano wcześniej, ale przynajmniej trzeba było wykonać coś praktycznego, więc tym razem nie zasypiałem. Po tych wszystkich szkoleniach przyszedł mi czas na samokształcenie. Muszę się jeszcze trochę rzeczy nauczyć zanim wezmę się za porządne projekty. No ale jak już mówiłem, atmosfera naokoło jest na tyle pozytywna, że taka nauka przychodzi z przyjemnością. Czas więc zleciał szybciutko, na koniec lekka kolacja kolacja (zjadłem tyle zieleniny, że zastanawiam się czy nie zacznę dawać mleka...) i pojechaliśmy na zakupy. Od rana po głowie chodziła mi myśl o aparacie. Jak postanowił tak zrobił. Zakupy, jak to zakupy w moim wykonaniu, zajęły jakieś 2 minuty i stałem się posiadaczem pięknego, nowiutkiego, ślicznego, kochanego... (może ja ten fragment opuszczę...) aparatu Canon S3 IS. :-D Niestety aparat sam sobie zdjęcia nie zrobi, więc tutaj jest link do zdjęcia. :-)

Dalsza część zakupów - Felipe postanowił zakupić notebooka i buty. Buty poszły szybko. Celem pooglądania sprzętu zaglądnęliśmy do Fry's. Z frajsa już niedaleko do Bestbuy. Niedaleko jak niedaleko. Jutro kupuję kompas albo przynajmniej wydrukuję mapę okolicy... W końcu jednak trafiliśmy. Niestety nic ciekawego tam nie było. Tak więc wróciliśmy do ośrodka: ja - zadowolony i uchachany (chyba będę dzisiaj spał z tym cudeńkiem ;->), Felipe - trochę mniej, ale też zadowolony z butów. :-) Tak więc jutro pierwsze zdjęcia z MOJEGO aparatu wrzucę :-D

I tym optymistycznym akcentem na dziś koniec. Po pracowitym i udanym dniu czas spać. I równie udanych dni życzę na przyszłość Wam i sobie. Amen.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

www.dell.com czasem sa fajne promocje i swietnego laptopa mozna kupic za grosze.

Anonimowy pisze...

...a potem mu wybuchnie bateria w laptopie :)

Anonimowy pisze...

taaa:)