12 lut 2007

Dziwni ludzie za barem

Obudziłem się o 4... nie było sieci... lodówka wyła jak opętana... po prostu koszmar. Wielkim wysiłkiem woli zmusiłem się do dalszego spania ;-)

Jak się okazało na recepcji, NASA wyłącza sobie WiFi w okresie od północy do 7 nad ranem. No niech będzie, przeszedłem nad tym co porządku dziennego - trzeba będzie w nocy spać.

Wyruszyłem sobie więc spokojnie z recepcji w stronę lotniska celem odebrania mojego współlokatora. Całe szczęście, że pojechałem jakieś 2 godziny wcześniej, bo chyba cała okolica SF wpadła na ten sam pomysł. Na lotnisku nic ciekawego, jakoś udało się nam poznać, zero atrakcji, żadnych alarmów bombowych, nuda i rutyna. Po tym udaliśmy się do samego SF na krótką przejażdżkę. Nie wiem czy wspominałem, ale owa Czerwona Strzała to kabriolet ze składanym dachem... :>
Mój współlokator to całkiem sympatyczny Brazylijczyk w moim wieku, trochę małomówny, ale w sumie wolę to, niż żeby miał gadać tyle co mój brat ;-P Poza tym jest dość spokojny i nie powinien sprawiać problemów. Przejawia skłonności do nadmiernej czystości, ale z tego się każdego człowieka da wyprowadzić na prostą. ;-)
Pojeździliśmy więc troszeczkę po SF (Felipe robił zdjęcia, jak od niego wytrąbię to zaraz umieszczę) i ruszyliśmy w drogę powrotną do MV na lunch. Tutaj udało się nam trafić na jakieś normalne żarcie do restauracji włoskiej. Oczywiście Włocha tam nikt pewnie w życiu nikt nie widział, za to obsługa składała się z całkiem miłych Latyno-amerykanów. Nie każdy kraj jest doskonały ;-) Następnie udaliśmy się w poszukiwaniu budki telefonicznej, gdyż Felipe (mój współlokator) odczuwał potrzebę zadzwonienia do domu. Wyrodnym synem nie jestem i też taką potrzebę poczułem. ;-) Poszukiwania budki trochę zajęły, bo część aparatów nie posiadała słuchawek - nie wnikam czy to ficzer czy przypadek, kraj dziwny, więc może mają takie obyczaje...

Potem zalogowaliśmy się grzecznie do domu, F udał się pod prysznic (na szczęście prysznic w naszym pokoju słuchawkę posiada). Ja w międzyczasie trochę poszukałem różnych rzeczy i po skończonej toalecie mogliśmy się udać do samego MV w poszukiwaniu paru rzeczy. Między innymi chodziło o jakieś fragmenty pościeli i sklep z telefonami komórkowymi. Wynotowałem więc z guglmapsów adresy sklepów i wyruszyliśmy. Pogoda w międzyczasie zepsuła się dość konkretnie i zaczęło nieprzyjemnie padać. Podobnie jak w przypadku dnia poprzedniego nie udało się znaleźć żadnego sklepu z komórkami, który byłby odpowiedni. Za to wstąpiliśmy do sklepu z materacami (żeby dowiedzieć się gdzie można zakupić takie rzeczy jak pościel rzecz jasna). Lekko pedałkowaty facet (how are you guuuys?) zasięgnął fachowej wiedzy Yellow Pages i zadzwonił do lokalnego sklepu. Tu z kolei miła pani przez telefon zaczęła mu tłumaczyć jak do nich dotrzeć. Zarówno pedałkowaty sprzedawca, jak i ja oraz Felipe zgubiliśmy się po 2 zakręcie. Podziękowaliśmy grzecznie i wyszliśmy z mocnym postanowieniem udania się jednak do IKEA. ;) Po drodze jeszcze leżało parę sklepów z komórkami (a przynajmniej miało). W końcu udało się nam już profesjonalnie zgubić (you got lost? nooo... I know where we are...) i wtedy wylądowaliśmy prosto na tym sklepie z rzeczami do domu, którego szukaliśmy. Zakupiłem sobie czarny kocyk. Oczywiście obsługa w sklepie po amerykańsku z klasycznym thank you, you're welcome, no problem,have a good night... I tak w każdym głupim sklepie... Jak by to powiedział Obelix: "Ils sont fous ces Americains". I nie dziwię się Tedowi Avery'emu. Ot basta. Na pocieszenie mam swój czarny kocyk.

9 komentarzy:

Raistlin pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Raistlin pisze...

tyty cfaniaku ci dam gadatliwego :-P poza tym pamietaj - jak sie zgubisz to ja nikt po Ciebie nie pojedzie ;-)

Anonimowy pisze...

A co do dziwnych ludzi przy barze to wrocilismy niedawno z Awarii xDD
Szkoda ze nie mielismy kamery, bo wyslalibysmy Ci fajny filmik z naszego powrotu do domu ;p

kala pisze...

No czyta sie to conajmniej jak Lema:)

dominie pisze...

hehehe, zobaczysz, jak wrocisz to bedziesz klął na polskie babony w sklepach co stroja fochy ze ktokolwiek przyszedl ;)

pyza pisze...

nice:) konieczne zdjęcia: pokoju, wyjącej lodówki, no i...współlokatora:D

jelonka pisze...

tak pyza (ciekawe czy mnie pamietasz ;-)) koniecznie wspollokatora ;-), i Dominika tez ma racje :-).

a kiedy pracowac zaczynasz ?

Khorne pisze...

jezu, bez netu od północy... schudniesz z głodu :>

Dżonksik pisze...

no no chwasciu :),konkurujesz z najlepszymi polskimi produkcjami wieloodcinkowymi :) bo zamiast o 17 20 zasiasc do klanu,z niecierpilowscia oczekujemy nowych przygod z cyklu :),pozdrawiamy serdecznie,trzymaj sie i pisz caly czas
maniuś, marta i dzoana