the ROADTRIP (part 2)
Jeszcze w ramach reminiscencji. Okazuje się, że rzeczywiście warto wracać busem do domu. Wczoraj wieczorem na przykład kierowca wygłosił wykład i dowiedziałem się skąd wzięło się, że prostytutki nazywane sa "hookers" w Stanach. :-D
No ale wracając. Wjazd do Vegas robi dość spore wrażenie. Po drodze mijaliśmy jakiś mały zajazd i Khalid pytał czy to już Vegas. Jak to ładnie Laurent mu wytłumaczył: jak zobaczysz łunę na horyzoncie to to będzie Vegas. I rzeczywiście tak to wygląda. Straszna ilość światła, neonów, lamp. Plan na wieczór był jasny - znaleźć jakiś nocleg, a później udać się na Strip (tak się nazywa główna aleja w Vegas, żeby nie było :-P). Znaleźliśmy jakiś w miarę tani motel, co zajęło nam jakąś godzinę. Oczywiście w ramach oszczędności wzięliśmy tylko jeden pokój na całą piątkę (oficjalna i o dziwo prawdziwa wersja brzmi, że był to ostatni wolny pokój w motelu :-P).
Tak więc rozłożyliśmy się trochę w holetu i pojechalismy do Hard Rock Cafe na kolację. No dobrze, przyznam się, zawsze chciałem pójść do HRC... :-) I powiem szczerze, że się nie zawiodłem. Bardzo miła obsługa, nażarliśmy się jak dzikie świnie, pooglądaliśmy wnętrze (i nie tylko ;-), a w międzyczasie co najmniej 2 pary zdążyły się zaręczyć, a jakieś dwie inne świętowały tam wesele w jakimś okrojonym gronie... Jak na filmach po prostu. Po kolacji jeszcze porobiliśmy sobie trochę zdjęć, wstąpiliśmy do sklepu z pamiątami w HRC i udaliśmy się do samochodu.
Następnie zaparkowaliśmy grzecznie samochód na parkingu kasyna Alladin i udaliśmy się do samego kasyna. No i tutaj rzeczywiście wszystko jest dokładnie tak samo jak na filmach - tysiące jednorękich bandytów, mnóstwo ludzi grających przy maszynach, przy prywatnych stołach, przy ruletkach, w karty nie karty, cuda niewidy. Dla spróbowania też postanowiłem sobie zagrać (w końcu być w Vegas i nie przegrać żadnej kasy to chyba wstyd...). Więc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się nie wstydzę. :-P
Tutaj wtrącę jedną rzecz. Nie wiem czy sprawa dotyczy całego stany Nevada czy tylko Las Vegas, ale w każdym razie jest tam dozwolone picie alkoholu w miejscu publicznym. Skutkiem tego wszędzie spacerują ludzie z piwami lub innymi drinkami. O dziwo nie dało się zauważyć ludzi pijanych. Nie wiem czy to sprawa miejscowej ochrony, ceny alkoholi czy innej sprawy. ;-) Druga rzecz to prostytucja - na pewno nie wolno dziewczynom wystawać na ulicy i reklamować swoich usług. Skutkuje to tym, że w Vegas na ulicy stoją ludzie rozdający ulotki z odpowiednimi numerami telefonów. Ewentualnie można skorzystać z automatu z darmowymi gazetami, gdzie znajdują się ogłoszenia. ;-) No i ciężko powiedzieć ile z tych kobiet będących w kasynie się sprzedaje za duże pieniądze. Na wszelki wypadek nie pytaliśmy, chociaż jak wszyscy wiedzą najtańszą formą miłości jest miłość płatna. ;-) A ładnych kobiet tam nie brakuje, jakkolwiek cała oprawa sprawia wrażenie używania dużej ilości silikonu i to niezależnie od wieku właścicielki piersi/ust/czegokolwiek*.
(*niepotrzebne skreślić)
Tak więc zaczepieni parę razy przez ludzi z ulotkami udaliśmy się do hotelu Bellagio do kasyna (jakby ktoś nie pamiętał, to jest to hotel i kasyno z Ocean's Eleven). Tutaj już trochę bardziej wytworne towarzystwo, oprócz kasyna parę kawiarienek - z muzyką live, z tańcami, etc. No i stawki trochę wyższe. Co śmieszne (lub też można powiedzieć normalne) żadna ochrona nie kontroluje osób, które wchodzą. W końcu chodzi o to, żeby zostawić tutaj pieniądze, a to może robić każdy. ;-)
Z Bellagio poszliśmy więc w rezultacie do New York New York, na dachu którego znajduje się rollercoaster. Niestety, jak się okazało, był otwarty tylko między 11 a 12 w nocy, a była już godzina 3 z minutami. Tak więc ostatecznie zmęczeni wróciliśmy do samochodu i udaliśmy się do motelu. Tutaj po licznych kombinacjach z materacami udało nam się jakoś w piątkę ułożyć, Khalid jeszcze odprawił swoje wieczorne modły (nie wiem czemu na północ, może mu się kierunki pomyliły :-P) i wszyscy udali się spać. Niestety nie na długo, bo rano koło 8 trzeba było wyjechać dalej. No ale to już w następnej części już jutro, dzisiaj udajemy się z towarzystwem roadtripowym na miasto świętować. :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz