G3
Piątek w sumie zleciał dość szybko, wybrałem się po pracy jeszcze do kina. A żeby nie wybierać się sam to umówiłem się z Felipe. No i Felipe ma zaszczyt być pierwszą osobą w Stanach, której udało mi się mnie zdenerwować. :-) Nie lubię stanowczo osób, które nie przychodzą na umówione spotkania, a tym bardziej nie dają o tym znać. No cóż było zrobić - poszedłem sobie sam. :-) Film "300". Nawet oglądało się przyjemnie, czas jakoś zleciał i zebrałem się do domu. Drogą okrężną, bo przecież piątek, bo przecież piwo. :-) Taszczenie 24-paka piwa przez 2 mile nie jest najlepszym sposobem na relaks. Ale za to potem... ;-)
W sobotę pobudka w miarę wcześnie chciałem iść pozałatwiać z biletem na koncert. No i udało się. Z rana pojechałem wypożyczyć samochód. Tym razem dostał mi się piękny, niebieski Ford Escape. :-) Następnie zawiozłem Khalida do banku i sklepu Cingulara, bo musiał coś pozałatwiać. Następnie do Firmy, gdzie byłem umówiony z Felipe. Zjedliśmy sobie lunch, ja zamówiłem sobie bilety, wydrukowałem i byłem praktycznie gotowy na koncert. Dla niewtajemniczonych, oczywiście chodzi o koncert G3 w Berkeley. Tym razem w skladzie grał Satriani, Petrucci oraz Gilbert. Ech... no poezja. :-)
I jak się okazuje, można zacząć koncert punktualnie, koncert może trwać 4 godziny i muzycy nie będą twierdzić, że są zmęczeni. No cóż. :) Zagrali parę naprawdę fajnych kawałków... :-) Z Petruccim na perkusji zagrał Portnoy. Reszta oczywiście też świetni muzycy, ale już trochę mniej znane nazwiska. Niestety nie udało mi się wnieść aparatu, bo byłoby kilka naprawdę fajnych zdjęć. No ale może z jakiegoś forum uda mi się coś pościągać i umieścić jakieś linki.
A dzisiaj pobudka wyjątkowo późno, przyznaję się do lenistwa. ;-) No ale chyba czas najwyższy się gdzieś ruszyć, bo pogoda ładna i nie ma jej co marnować. :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz