7 mar 2007

Gdzie się podziały...

Ech. No właśnie. Czemu oni nie transmitują meczy z Ligi Mistrzów. Chociażby z jakimś opóźnieniem. Tak to człowiek musi słuchać audycji w radiu internetowym albo ślepić się w lajwskora. No i co to za emocje... :/ No ale plus taki, że przynajmniej kto miał odpaść to odpadł, a kto miał przejść to przeszedł. :-)

Oprócz tego planujemy kolejną wycieczkę. Jeszcze nie wiemy gdzie, ale na razie wstępnie z Laurent pogadaliśmy na lunchu. Padła propozycja wyjazdu do Doliny Napa w celu degustacji win. Niech im będzie - oni sobie podegustują, ja sobie pojeżdżę samochodem. Może być ciekawie. :-) No i poznaliśmy jednego z pracowników, gość akurat się do nas przysiadł, bo nie bardzo było miejsce. Przyjechał na 2-tygodniową wizytę, normalnie pracuje w NY. Poopowiadaliśmy sobie trochę różnych rzeczy, doradził nam tanie bilety lotnicze do San Diego

Tak całkiem poza tym to bardzo fajny dzień - super humor, z rana co prawda pogody nie było, ale później się zrobiło bardzo przyjemnie, do tego w robocie też mi jakoś idzie. A na dodatek zamówiłem sobie parę fajnych koszulek na sieci. Niestety tej najfajniejszej akurat nie ma na stanie, ale nie można mieć przecież wszystkiego... No a przynajmniej od razu. ;-) Heh... do tego wszystkiego jeszcze znalazłem, że w przyszłą sobotę G3 gra w Berkeley, ewentualnie w niedzielę w LA, ale to już trochę dalej. Tak więc na 90% się wybieram, chociaż fajniej by było mieć kogo wziąć ze sobą, no ale jak już mówiłem... No i na co tu człowiek może narzekać w takiej sytuacji? :-)

Planowałem dzisiaj zrobić mały remanent z blogiem i zmienić trochę wystrój (szatę graficzną i takie tam pierdoły), ale niestety nie starczyło czasu. Może jutro? A co masz zrobić jutro... Tutaj mała wstawka z mojego idola i dobrej nocy życzę (a właściwie to miłego dnia ;->):

Brak komentarzy: