15 mar 2007

Pi Day

Wykład bardzo ciekawy. Nawet nie wie się normalnie jak ci wszyscy genialni ludzie wpadają na te swoje pomysły... ;-) W każdym razie Gell-Mann zrobił na wszystkich odpowiednie wrażenie, wszyscy się pośmiali, pozadawali pytania, było generalnie sympatycznie.

No a potem do roboty. Idzie mi to jak idzie, wczoraj się przez prawie 1.5h zastanawiałem dlaczego coś mi nie działa, żeby znaleźć głupią pomyłkę. Wystarczyło przemieścić jedną linijkę kodu... Ech... No ale jakby tak człowiekowi wszystko od razu w życiu wychodziło to by się nie miał z czego cieszyć. :-)

Dla odróżnienia, żeby się nie cieszyć, przypomniał mi się temat laptopa. Poszukałem paru firm, ze szczególnym uwzględnieniem, żeby tym razem istniały. ;-) Udało mi się znaleźć jedną, więc się zebrałem z pracy busem po raz kolejny do San Francisco i pojechałem. Na szczęście okazało się, że tym razem firma rzeczywiście istnieje (i niestety rzeczywiście każe sobie płacić... ;>). Zostawiłem laptopa, pan mi powiedział, że mi dadzą znać - do 5 dni powinno być zrobione, jeśli będzie wcześniej to zadzwonią. Po drodze do sklepu znowu to samo SF - niezbyt piękne. Do tego minąłem dużo... hmmm... żeby nie wyszło, że jestem nietolerancyjny, to powiem, że "śmiesznych" ludzi... No ale San Francisco podobno z tego słynie. Jakkolwiek trochę to jest szokujące jak się nie jest na to przygotowanym. ;-)

Podróż na szczęście też bez większych problemów. Wsiadłem sobie spokojnie w Caltrain, dojechałem do MV i na nogach do domu. W sumie przeszedłem (razem z chodzeniem po SF) jakieś 10 mil, więc ćwiczenia fizyczne zaliczone. ;-)

No a na wieczór trochę pogadaliśmy z Felipe, poopowiadałem mu o Polsce i Krakowie. A co, niech się uczy kultury. ;-)

P.S.: No a tak w ogóle to był Pi Day. :)

Brak komentarzy: