2 mar 2007

piątek jak to piątek...

Dzisiaj się chyba wreszcie wyspałem, jakkolwiek jakieś dziwne sny mnie dręczyły. No ale poranek bez problemów z wstawanie, pogoda piękna, brak jakiejkolwiek chmurki na niebie, więc dzień zapowiadał się przyjemnie. Tak więc poranne oczekiwanie na busa, potem w pracy szybkie śniadanko, kawka, papierosek i można się było zabrać za robotę.

Zacząłem robić wreszcie nowe rzeczy. Właściwie to robię je już od paru dni, ale wreszcie zaczęło mi coś z nich wychodzić. Oprócz tego poczytałem jakieś dokumenty i tak właściwie zleciał dzień w pracy. Na sam koniec przyszedł Laurent, żeby mnie wyciągnąć na TGIF. Tym razem znowu normalny, czyli obecni byli i Sergey i Larry. Kupa śmiechu, szkoda, że nie wolno tego opisywać. Zresztą nie zostałem na cały TGIF, bo musiałem zdążyć do AVIS.

Oprócz tego obmyśliłem sobie mniej więcej plan podróży, zobaczymy co z niego wyjdzie. Mam nadzieję, że uda mi się pokonać cały dystans, a wyszło tego trochę. Chłopaki jadą jutro do San Francisco na tą chińską paradę po południu. Ja mam nadzieję, że będę już wtedy w okolicach Medford po zwiedzeniu Crater Lake. No zobaczymy co to wyjdzie z tych wszystkich planów... W każdym razie wstać niestety trzeba bardzo wcześnie, żeby zaliczyć wszystko po drodze (hehehe... ;>).

Na podróż wypożyczony jest Chevrolet Cobalt, auto wydaje się prowadzić dość przyzwoicie. Wersja Coupe. ;-) Jutro się okaże co można z niego wycisnąć. Jadę sobie spokojnie sam (tak, wiem, już parę osób mi powiedziało, że nie jestem normalny :-P), trzeba odpocząć od tej całej amerykańskiej hałastry. ;-)

Brak komentarzy: