Piątek, tygodnia koniec i początek
No i nadszedł. Oczekiwany, wypatrywany początek końca tygodnia. :-)
Wczorajszy dzień dość spokojny. Na początek dowiedziałem się, że koszulki które zamówiłem sobie w zeszłym tygodniu już przyszły. Niestety nikt mnie nie zastał przy biurku, więc wróciły do magazynu. W sumie nic dziwnego, że mnie nie zastał, sam się rzadko zastaję o 18:30 w pracy... ;-) No ale mam nadzieję, że dzisiaj wreszcie przyjdą.
Tak więc lekko leniwy poranek upłynął w miarę szybko - zrobiłem parę użytecznych rzeczy z roboty, trochę nowych rzeczy się nauczyłem i przyszła pora na lunch. Wspólnie z Laurent udaliśmy się do jakiejś kafejki, którą zaproponował... ja rozumiem, że można lubić sałatki, ale czy ja wyglądam na krowę, żeby jeść same zielone rzeczy? ;-) Jakoś przeżyłem, ale co to za życie?
No i dzień czekania na wypłatę. Cały dzień czekania na wypłatę, a potem na czek. Niestety podałem na stronie do wypłat swój adres domowy, więc czek przyjdzie mi do NASA, skąd to dopiero będę się musiał udać do banku celem wpłacenia pieniędzy. No ale mam nadzieję, że to już dzisiaj. :-)
Wieczorem znowu czekanie (tak to człowiek przeczeka pół życia) - tym razem umówiliśmy się z Laurent, jego dziewczyną oraz Mathieu na kolację. Miała być o 18:30. No ale jako, że umówieni byliśmy z kobietą, to szczęśliwie udało jej się dotrzeć na 19:30... ;-) Nie było więc co czasu marnować, w międzyczasie oglądnąłem sobie ostatni odcinek losta. ;-) Ann (tak właśnie ma na imię) - sympatyczna, całkiem ładna dziewczyna, przyjechała do Laurent na week-end. W sobotę mają zamiar iść się poszlajać po SF, może się jakoś ruszę z nimi.
No i przez te jaja z wypłatą coraz bardziej oddala się wizja pójścia w sobotę na koncert G3. No ale nadzieja umiera ostatnia, jak to ktoś mądry powiedział. :-)
2 komentarze:
chwastek a co bys powiedzial na przejazdzke nad Crater Lake? http://www.nps.gov/crla/ moze jak bedziesz mial jakis tydzien wolny:P
Widać, że nie śledzisz, bo nad Crater Lake już byłem... :]
Prześlij komentarz