Anthony Chabot Regional Park - camping
Już wieczorem... a w nim piękne kobiety, straszne historie, groźne zwierzęta, przygoda, akcja oraz wszystko czego potrzebujecie. ;-)
A tak na serio to wypadałoby trochę popracować.
Zdjęcia już wrzucone:
Alcatraz
Anthony Chabot Regional Park
No i się przedłużyło, ale niestety poradzić się na to za dużo nie da. Czasami łącze w NASA jest tak tragiczne, że naprawdę niczego nie da się zrobić. No ale nie ma co narzekać... ;-)
Rano zaczęło się od tego, że pojechaliśmy z Laurent po samochód, który dzień wcześniej zostawiliśmy w okolicach polskiej restauracji. Wróciliśmy czym prędzej po resztę i zebraliśmy się na Pier 33, skąd mieliśmy statek na Alcatraz. Cudem zdążyliśmy dokładnie co do minuty na moment kiedy statek już miał odpływać.
Alcatraz jest wbrew swojej opinii wyspą bardzo ładną i nie składa się tylko z więzienia. Wysłuchaliśmy bardzo fajnie zorganizowanego audio tour i w sumie spędziliśmy na wyspie jakieś 4 godziny. Bardzo fajnie spędzone 4 godziny, rozciąga się niesamowity widok na całe SF, jedynym minusem jest, że strasznie wieje. ;-)
Po zejście z powrotem na ląd udaliśmy się w okolice Pier 39, gdzie spożyliśmy na spokojnie obiad. Po obiedzie przeszliśmy jeszcze kawałek pooglądać sobie lwy morskie i udaliśmy się na camping. Na całe szczęście okazało się, że jest dla nas miejsce. Zostawiliśmy dzieci, żeby zajęły się rozbijaniem namiotów, a my pojechaliśmy po zakupy na grilla. :)
Przy okazji udało się nam zobaczyć całkiem ładną panoramę na zatokę ze wzgórz nad Oakland.
Po jakiejś godzinie powróciliśmy na camping i grillem suto zakrapianym piwem zakończyliśmy dzień. ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz