3 kwi 2007

Point Reyes National Seashore

Ze względów sobotnich wycieczka niedzielna troszeczkę się przesunęła, ale tylko nieznacznie, bo o pół godziny. Tak więc o 10:30 towarzystwo zameldowało się po mnie i pojechaliśmy zwiedzać okolice Point Reyes National Shore. Zaczęliśmy od zjedzenia porządnego śniadania u Joannie's. Ech... nie ma to jak porządny omlet z szynką, pomidorami, cebulką i innymi dodatkami (jak na przykład awokado :-D). Aż zgłodniałem... ;-)

Na początek udaliśmy się w okolice mostu Golden Gate, gdzie porobiliśmy trochę zdjęć. Później mała przerwa na wizytę w latarni strzegącej wejścia do zatoki. Tutaj ciekawym faktem jest, że na początku wzniesiono latarnię wyżej. Niestety okazało się, że przy takiej wysokości nie widać światła, ponieważ standardowa dla zatoki mgła zaczyna się właśnie wyżej. Skutkiem tego musieli przenieść latarnię niżej...



Trochę dalej króciutka przerwa na kawkę i przejąłem stery. ;-) Dojechaliśmy skutkiem tego do Point Reyes i dalej przez Inverness na plażę South Beach. Niestety droga na sam koniec cypla jest zamknięta i można się tam dostać tylko busem. Z braku czasu stwierdziliśmy, że wystarczy nam zobaczenie dwóch plaż (wspomnianej oraz Drakes Beach). Fale ogromniaste, trochę się pobawiliśmy, skutkiem czego miałem spodnie mokre prawie do pasa (czyli prawie całe :-P).





Po drodze na plażę udało nam się wypatrzyć czechosłowacką restaurację (to nie pomyłka, restauracja jest dalej czechosłowacka ;>). Wracając postanowiliśmy więc wstąpić. Uraczyliśmy się więc czeskim jedzeniem, czeskim piwem oraz Beherovką. :) Stąd już droga niedaleka i pojechaliśmy z powrotem. A właściwie aż do San Jose, gdzie w okolicach 21 lądował Laurent. Odebraliśmy go więc z lotniska, a skoro już spotkaliśmy się w tak zaszczytnym gronie, stwierdziliśmy, że uczciwy to krótkim wypadem. Odnaleźliśmy więc w MV jeden z Irish Pubów, gdzie zawitaliśmy. Jako, że były okolice 22 oraz niedziela, więc nie było za dużo klientów. Z kolei mała ilość klientów sprzyja poznawaniu tych nielicznych oraz obsługi. Tak więc mamy już zaznajomioną barmankę, a mnie dodatkowo udało się zaznajomić na papierosie z paroma innymi gośćmi. W ostateczności nie są tacy źli ci Hamerykanie. ;-) Tak więc imprezka się trochę rozkręciła, a weekend można zaliczyć do naprawdę udanych.

No i skutkiem udanej niedzieli poniedziałkowy dzień można było zaliczyć do naprawdę nieudanych... ;-)

1 komentarz:

dominie pisze...

a fe, awokado...
a fe:]