30 kwi 2007

Polish restaurant, Irish bar

Wyruszyliśmy z Firmy zgodnie z planem. Właściwie to ja wybyłem do NASA zostawić trochę rzeczy i w okolicach godziny 7 Mathieu z Laurent przyjechali po mnie i udaliśmy się w stronę SF. Podróż przebiegła w atmosferze zaciekłej dyskusji. Na szczęście udało się jakoś w końcu dotrzeć - najpierw do hotelu, a później do restauracji. Pogubiliśmy się trochę i przyznam się, że to moja wina... ;-)

Lokal ciekawie urządzony, do tego polska obsługa. Bardzo przyjemne jedzenie (miło sobie przypomnieć na co się narzeka w Polsce co dnia :->). Reszcie towarzystwa bardzo się wszystko spodobało, z czego się bardzo cieszę, bo restauracja nie należy do najtańszych. :/ No ale jednorazowo można sobie pozwolić na trochę większe wydatki.
Wielkie emocje, zwłaszcza w Mathieu :-D, wzbudziła grupka dziewczyn siedząca parę stolików dalej. Od razu zostałem przez kompanów zasypany pytaniami czy w Polsce wszystkie kobiety są takie ładne (a trzeba przyznać, że co najmniej jedna z tych dziewczyn była urody nieprzeciętnej.. :-)). Mathieu nawet stwierdził, że wydłuży sobie swój pobyt w Europie, żeby móc zahaczyć o Polskę. Co prawda nie wiemy zupełnie czy były to dziewczyny z Polski (na pewno nie wszystkie), ale sądząc po urodzie jest to co najmniej prawdopodobne. :-)

Po zjedzeniu kolacji udaliśmy się do Irish pubu parędziesiąt metrów dalej. Jako, że w restauracji już uraczyliśmy się polskim piwem (wreszcie w normalnych porcjach :-)), więc po chwili w pubie nastroje zrobiły się co najmniej sprzyjające. Było bardzo sympatycznie i o godzinie 2 nad ranem zostaliśmy "wyrzuceni" i udaliśmy się taksówką na spoczynek do hotelu.

Brak komentarzy: