25 kwi 2007

Venice Beach, Getty Museum

Pobudka z rana koło godziny 9. Jak zwykle wstałem pierwszy i nie bardzo miałem co robić. Wyszedłem sobie więc na patio i pozrzucałem zdjęcia z aparatu na komputer. Chwilę później obudził się Michał i posiedzieliśmy chwilę i pogadaliśmy. Przy okazji wykonałem parę telefonów i jakoś powoli wszyscy zaczęli się budzić.
Zebraliśmy się więc do centrum Laguna Beach i znaleźliśmy jakiś lokal na śniadanie. Które nota bene było całkiem niezłe mimo tego, że Khalid zapieprzył mi mój Veggie Omelette przez przypadek... ;-) No ale nie można gościa pobić o coś takiego, jeszcze wybuchłyby zamieszki na tle religijnym. ;-) Po śniadaniu skoczyliśmy na chwilę na plażę, porzucaliśmy sobie frisbee i było sympatycznie. Plan na dalszą część dnia obejmował w dalszej kolejności oglądnięcie Venice Beach, co też uczyniliśmy. Rozdzieliliśmy się na parę grupek, część udała się bulwarem wzdłuż plaży, ja skoczyłem sobie na samą plażę popstrykać trochę zdjęć.
Spotkaliśmy się z powrotem za mniej więcej godzinę przy samochodach i udaliśmy się w dalszą drogę, czyli do Getty Museum. Do samego muzeum, które usytuowane jest na górze, dojeżdża się kolejką. No i znajdują się w owym muzeum przenajróżniejsze obrazy, rzeźby, etc. Mnie jakoś specjalnie to nie zaciekawiło, ot muzeum. ;-) Fajniejszy i ładniejszy był ogród oraz widok, który się z niego rozciągał (jak na standardy miastowe). Około godziny 18 wyrzucili nas wszystkich i pojechaliśmy do Pasadeny na kolację oraz odwieźć Michała. Znaleźliśmy sympatyczną restaurację, trochę problemu mieli ze skombinowaniem dla mnie kawy, ale jakoś im się udało. Następnie podrzuciliśmy Michała pod sam dom, a my udaliśmy się w drogę powrotną. Na początku strasznie lało, zwłaszcza przy wyjeździe z LA. Potem pogoda się troszkę uspokoiła i w całkiem niezłym tempie dojechaliśmy na miejsce. :-)

Brak komentarzy: