7 maj 2007

Alta Peak

Zaczęło się w piątek. Spakowałem się. Z kolei w sobotę również zaczęło się wcześnie, wyruszyłem mniej więcej o 4 nad ranem. Wschód słońca zastał mnie tuż za Pacheco Pass na wysokości San Luis. Grzecznie kupiłem sobie kawkę w McDonaldzie i pojechałem dalej. Generalnie droga bez żadnych większych przeżyc. Po drodze tylko zaczęło mi tradycyjnie brakować benzyny, ale na szczęście na rezerwie jakoś udało mi się dojechać do stacji. Około 8 byłem juz w Visitor Center gdzie zakupiłem mapę, a potem udałem się do Wolverton, skąd zaczynała się moja trasa. Pogoda na początku zapowiadała się naprawdę pięknie. Wyruszyłem więc spokojnie zaopatrzony w mapę. Mapa miała mieć naniesione znaki topograficzne, o czym przekonywała mnie przy kupnie pani ranger, ale niestety okazało się, że "nigdy nie wierz kobiecie". ;-)

Z początku trasa nie była trudna i szła mi bardzo dobrze, pierwsze 1.8 mili pokonałem szybciutko i dotarłem do połączenia z następnym szlakiem. Zaczęło się niestety chmurzyć i być zimniej, ale również trasa zaczęła być bardziej wymagająca. Chwilę dalej zrobiłem sobie pierwszą przerwę na skonsumowanie jakichś słodyczy. Porobiłem jeszcze trochę zdjęć przeciwległej części doliny na całe szczęście, bo później przyszły już chmury i właściwie to końca wycieczki chodziłem we mgle. No i od tego momentu zaczęło się już bardzo konkretne wychodzenie, bardzo stromo, momentami przedzieranie się przez krzaki czy też skały. Oczywiście to wszystko w śniegu. Naprawdę nie było łatwo, momentami miałem ochotę rzucić to wszystko i wrócić do samochodu. Na szczęście jakoś się udało dotrzeć. :-)

Na górze dłuższa przerwa na jakiś posiłek i zacząłem wracać po własnych śladach na dół. Troszkę śmiesznie było kiedy w środku lasu, na takim totalnym zadupiu, usłyszałem w oddali wycie wilka. ;-) Właściwie to było to dla mnie mało śmieszne, ale szczęśliwie i wilki i niedźwiedzie udało mi się jakoś ominąć i wróciłem do samochodu.

Zmęczony, ale bardzo zadowolony. Alta Peak - 3415 metrów, różnica wysokości z Wolverton na szczyt - 1300 metrów, dystans całkowity - około 22 kilometrów. :-)

Polecam takie przeżycie - fajnie jest sobie udowodnić, że potrafi się zrobić coś czego się nie potrafi zrobić. :-)

Brak komentarzy: