2 maj 2007

Anthony Chabot Regional Park - hiking

Pobudka z lekkim opóźnieniem. Wszyscy po imprezie dnia wczorajszego odsypiali. Dodatkowo warunki niezbyt komfortowe, jakkolwiek jestem bardzo zadowolony ze śpiworów, które pożyczyliśmy z REI. Mnie było ciepło i dość przyjemnie. Co prawda camping, więc trochę rzeczy mi się przypomniało, ale nie ma co rozpaczać, wspomnienia miłe, a jeszcze milsze pewnie będą. :-)

Oczywiście wszyscy wstali z opóźnieniem oprócz mnie. Może to zboczenie z tym nie spaniem, może to przyzwyczajenie, może jakaś głupia żądza przygody. Stawiałbym na to pierwsze. ;-) Poszedłem więc porobić troszeczkę zdjęć nad jezioro. Niestety zejść na sam brzeg mi się nie udało (jak widać na zdjęciach), a poza tym za chwilkę wyczerpały mi się baterie od aparatu, więc musiałem wracać. Przywitałem się grzecznie z sąsiadami i powoli towarzystwo zaczęło się budzić. Szybkie prysznice i pojechaliśmy do Oakland na spóźnione śniadanie. Lokal całkiem w porządku, chociaż zanim doczekałem się na dolewkę kawy minęło trochę. ;-)
Wróciliśmy więc do parku, tym razem w inną okolicę i udaliśmy się na pieszą wędrówkę. Na początku zapowiadało się bardzo sympatycznie, bo z górki. Dodatkowo drzewa tutaj tworzą dość niesamowitą atmosferę, bo są Duże (tm). Nie tak duże jak w Redwood, ale jednak o niebo większe niż w Polsce.
Na szczęście okazało się, że droga powrotna, mimo że musieliśmy nadrobić na małym odcinku dość sporą odległość, jest dość krętą ścieżką, więc nie jest tak stroma. Po udanym podejściu wywaliliśmy się na polanie i poopalaliśmy się troszkę. Reszta drogi przebiegła już bardzo szybko i przyjemnie. Rozochoceni kąpielą słoneczną moi towarzysze stwierdzili, że udadzą się na okoliczny basen (nie ma to jak brak kąpielówek). Na szczęście nie nudziłem się w międzyczasie, bo udało mi się zaobserwować wiewiórkę, która komuś z kąpielowiczów próbowała zwędzić kapelusz. :-)

Po przyjemnej kąpieli pojechaliśmy do Berkeley, do już raz odwiedzonego baru na kolację. Tutaj też troszkę śmiesznych sytuacji, ale generalnie nie zostaliśmy długo i pojechaliśmy do domu. Tutaj wylewnie pożegnałem się ze Stephanie i Mathieu, mniej wylewnie z Denis (facet Stephanie) i udałem się spokojnie spać. :-)

A dzisiaj/wczoraj pełnia, więc z braku snu mogę spokojnie siedzieć na polu na patio (gdzie jest zasięg) i uzupełniać wpisy. :-)

Brak komentarzy: