8 maj 2007

North Chalone Peak

Obudziłem się naprawdę wypoczęty - nie ma to jak porządnie się zmęczyć przed snem. Wstałem więc i pojechałem do pracy sprawdzić czy nie odezwali się Greg z Edwinem w sprawie wycieczki. Nie odezwali się, ale dziećmi już nie są, nie będę wszystkiego za nich organizować. :)

Wydrukowałem więc parę map, porozmawiałem chwilę na sieci i wróciłem do NASA, żeby się ogolić. ;-) W końcu nigdy nie wiadomo kogo się spotka na szlaku. ;-) Z NASA prosto do Pinnacles National Monument. Oczywiście map, które wydrukowałem zapomniałem, ale na szczęście droga jest naprawdę prosta. Dotarłem więc dość szybko, pogoda piękna, praktycznie brak jakichkolwiek chmur. Niestety oznaczało to straszny upał, ale nie ma co narzekać. Z parkingu busikiem podjechałem sobie do Visitor Center, skąd zaczynał się szlak. Po sobocie przewidziałem coś prostszego, więc i wysokości i dystans dużo mniejszy niż w przypadku Alta Peak.

Na samym początku szlak przechodzi przez jaskinie i wchodzi do całkiem przyjemnej, schowanej dolinki. Zresztą widać to na zdjęciach. Dodatkowo w dolince znajduje się także małe jeziorko, które dodaje trochę uroku temu miejscu. Z Bear Gulch Reservoir (tak nazywa się jeziorko) szlak prowadził już na sam North Chalone Peak. Trasa nie była zbytnio wymagająca, ale z pewnością panujący upał dawał się we znaki, brak jakichkolwiek chmur, czasami tylko troche wiatru, a i tak gorący. Bez żadnych przygód udało mi się dotrzeć na szczyt. Tutaj tradycyjnie sesja fotograficzna, coś przekąsić i z powrotem.

Drogę powrotną przebyłem w towarzystwie sympatycznej Rosjanki, więc trochę pogadaliśmy, okazało się, że pracuje w Yahoo. Na rozmowie czas szybko mija, więc zaraz byliśmy z powrotem przy jeziorku, ja wróciłem przez jaskinie, ona udała się w jakąś inną trasę. W sumie śmieszne, ale nawet nie wiem jak miała na imię. :-)

Dotarłem więc spokojnie na parking, skąd z powrotem busem do samochodu i spokojnie do domu. :-) Dotarłem z powrotem w miarę wcześnie, więc udało mi się jeszcze porobić trochę własnych rzeczy.

No a na sam koniec weekendu na spokojne, zasłużone piwko do St. Stephen's. :)

Brak komentarzy: