Podróż do kanionu
Dramatis personæ:
Wyruszyliśmy z samego rana. Okazało się, że Ilona ma wypożyczony samochód służbowy, dzięki czemu nie musieliśmy przynajmniej na to wykładać kasy. :-) Ilona podjechała pode mnie, później odebraliśmy Steve'a z SJSU i wyruszyliśmy w drogę. Która na szczęście okazała się dość prosta, zresztą jechałem już tamtędy po raz kolejny, więc była mniejsza szansa na zgubienie się. ;-) Większą przerwę zrobiliśmy sobie dopiero w Barstow (chyba ;)) około południa. W sumie nic rewelacyjnego, ale po kilku godzinach jazdy każdy z przyjemnością na chwilę rozprostował kości. Zajęło to wszystko naprawdę tylko chwilkę i udaliśmy się dalej do Baker, gdzie zjechaliśmy z autostrady, żeby przejechać przez Mojave National Preserve z północy na południe. Już w Barstow było "dość" ciepło, a w Baker wręcz gorąco - 104 stopnie Fahrenheita. Jak się można domyślić, po wjechaniu do Mojave wcale nie zrobiło się chłodniej. ;)
W samym rezerwacie zatrzymaliśmy się na chwilkę dłużej przy diunach, które miały dość imponujące rozmiary. Niestety ze względu na brak czasu nie udało nam się na nie wyjść, ale przynajmniej poczuliśmy troszkę klimat prawdziwej pustyni piaszczystej. ;-)
Z Mojave na spokojnie wyjechaliśmy już na autostradę na południu i udaliśmy się w stronę Williams, gdzie zdecydowaliśmy się nocować. Co okazało się bardzo fajnym pomysłem, bo Williams znajduje się na Route 66 i jest miasteczkiem naprawdę w starym westernowym stylu. Większość facetów chodziła w kapeluszach, "flanelowych" koszulach w spodniach i w mokasynach. Do tego miasteczko posiada właściwie jedną, główną ulicę, czyli wygląda zupełnie jak z filmu. Udaliśmy się więc na spokojną kolację i wróciliśmy do motelu spać.
Przebieg dnia: 800 mil mniej więcej. :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz