29 lip 2007

Dream Theater

Na zwieńczenie emocjonującego dnia pojechałem do Berkeley na koncert wieczorem. Koncert Dream Theater z okazji 20-lecia kapeli. Na początek zagrały 2 zespoły supportu - Static X i Redemption. Ci drudzy nawet nie byli tacy źli, a pierwsi byli Kanadyjczykami, więc za dużo od nich wymagać nie można. :)

Co do głównych bohaterów to zaczęli właściwie równo o 9 i grali jakieś 2 godziny i 15 minut. Ale za to grali bez przerwy, a na koniec dali jeszcze półgodzinnego bisa. Do tego grali naprawdę całkiem nieźle, show był odstrzelony. Podczas grania "Dark Eternal Night" wyświetlali animowany filmik z własnymi postaciami. Bardzo fajny ;-)

Koncert ogólnie bardzo udany.

Skydiving

Jeśli zastanawialiście się kiedyś nad skydivingiem... nie zastanawiajcie. Przeżycie nie do opisania! :-) Na razie wrzucam krótki filmik, jak mi się uda go trochę przerobić to wrzucę trochę większy format.

22 lip 2007

Mount Dana

Oj porobiło się strasznie dużo zaległości. :-( No ale jakoś postaram się to na bieżąco uzupełniać w miarę czasu. Wczoraj wreszcie udało mi się wyciągnąć dwójkę moich współlokatorów w góry. No i na początku trochę psioczyli, ale po wyjściu na samą górę wszyscy przyznaliśmy, że naprawdę było warto. :-) No ale po kolei...

Zebraliśmy się troszkę później, bo okazało sie, że Joseph musi jeszcze zrobić coś do pracy. Wyjechaliśmy więc około 7, zahaczyliśmy jeszcze o Cisco (Joseph miał coś do wysłania, a nasze łącze nie należy do najszybszych) i ruszyliśmy do Yosemite. Na miejscu byliśmy mniej więcej w południe. Szlak zaczyna się tuż za budką wejściową na Tioga Pass. Na początek przeszliśmy Tuolomne Meadows z paroma ładnymi jeziorkami. Następnie zaczyna się ostre podejście przez bardzo ładny i zielony region prawie aż do połowy drogi. Tutaj zrobiliśmy sobie spokojną przerwę na przełęczy, troszkę odpoczęliśmy i postanowiliśmy, że teraz każdy idzie własnym tempem. Zostało nam do zrobienia jakieś 1400 stóp w górę i 1.1 mili szlaku. Co oznaczało mniej więcej, że szlak był stromy. Zresztą bardzo łatwo było go zgubić, bo cała góra to jedno wielkie piarżysko. :-) Jon poszedł ze mną, a Joseph nas wyprzedził i poszedł do góry bardziej od strony północnej. Po jakimś czasie udało nam się wreszcie wejść na samą górę. No i bardzo cieszę się, że do grani podeszliśmy dopiero na samym końcu, bo widok, który się pokazał naprawdę zapierał dech w piersiach. Niesamowity widok na Mono Lake. :)
Na samym szczycie posiedzieliśmy sobie trochę, pogadaliśmy, przykimało się nawet, no i oczywiście pooglądaliśmy sobie dużo krajobrazów. Bardzo fajna górka! :-)

Ze schodzeniem jak to ze schodzeniem - jest zawsze gorzej. Zwłaszcza, że góra jest dość stroma, przez co bardzo szybko można sobie poodbijać stopy. No ale nie było tak źle, poza tym, że Jon dostał porządnej choroby wysokościowej. Ale jakoś udało nam się dotrzeć na sam dół, przy jeziorkach zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę i porobiłem trochę zdjęć. No a potem wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. W domu z powrotem troszkę przed 1 w nocy, a wycieczka bardzo udana, no i przy okazji można było porozmawiać ze współlokatorami i ich troszkę poznać. :-)

20 lip 2007

Humor w pracy

Fragment maila :-D

> Try it out, let me know if it works.
It doesn't. Thanks for the idea though.

5 lip 2007

4 lipca

Takie sobie ognie sztuczne z okazji Święta Niepodległości:
4 lipca

2 lip 2007

Zamówienia

[09:51:49] VeD: potrzebujesz cos ze stanow/
[09:51:50] VeD: ?
[09:52:22] Spooky: Angeline Jolie
[09:52:29] Spooky: bez brada :P

White Mountain Peak

Zdjęcia:
White Mountain Peak

Tym razem samotna wycieczka. Wybrałem się po pracy w piątek. Droga znajoma, więc już nawet mapy nie potrzeba. Przejechałem więc przez Yosemite i w Bishop byłem w okolicach północy, pierwszej. Z Bishop do Big Pine, skąd krętą, górską drogą dojechałem to White Mountain Road. No i tutaj jakieś prawie 20 mil po drodze szutrowej w fatalnym stanie. Na szczęście jakoś udało się nie uszkodzić samochodu i pod bramą przy której zaczyna się szlak byłem koło 3 w nocy. Chwilka snu i o 5:30 już wyruszyłem na szlak. Po drodze wschód słońca, dużo świstaków i trochę owiec górskich. Oni nazywają je tutaj 'bighorn sheep'. Góra nie należy do najniższych, więc troszkę się zmęczyłem zanim udało mi się dotrzeć na sam szczyt. No ale w końcu się udało, a widok jest tego naprawdę wart. :)

Tak więc na górze troszkę dłuższa przerwa, trochę opalania się, robienie zdjęć, itepe. Drogę w dół pokonałem w towarzystwie jakiegoś starszego gościa z LA. Pogadaliśmy, zejście minęło szybciej. W rezultacie na dole przy aucie byłem o 12:30. Potem już tylko wskoczyłem do samochodu i pojechałem z powrotem. Jeszcze zrobiłem sobie małą przerwę w okolicach Mammoth Lakes, a potem już do samego Sunnyvale i do spania. :)